piątek, 14 marca 2014

Rozdział 11

------------------------------------- tydzień później--------------------------
Myślę że zdałam .... przez cały tydzień nie miał do mnie żadnych uwag a czasem nawet mnie pochwalił może dlatego że mnie lubi lub po prostu nie chce mu się szukać nikogo nowego na moje stanowisko .  Dziś mam się dowiedzieć czy nadaje się na ten wyjazd czy coś ... modle się oby mi się udało ... możliwe że dojdzie do jakiejś bliższej rozmowy ... nie wiem nie wiem zobaczymy ... teraz najważniejszy jest jego wybór .
- A więc jedziesz - powiedział z szerokim uśmiechem który jest rzadko spotykany jeśli chodzi o niego . Po jego wypowiedzi kamień spadł mi z serca ... teraz tylko się do niego zbliżyć .... muszę odbudować nasze stosunki .... chce wiedzieć tylko  czy on też o mnie pamiętał przez te lata czy myślał przez cały dzień , przy każdej czynności co ja robię , płakał w poduszkę w nocy z tęsknoty ? Ja to przeżywałam ....
- Dziękuje bardzo , Panie Jefferson - powiedziałam z tak zwanym ,,poker facem'' a tak naprawdę w środku cała skakałam ze szczęścia .
- Mów mi Nia... Noah - powiedział jąkając sie przy ostatnim słowie .... czy mi się wydaje czy on chciał powiedzieć Niall ... no nieważne .
- Dobrze jutro masz się stawić pod biurem o 9 , podjadę po ciebie i pojedziemy na lotnisko - powiedział dokładnie lustrując mnie od głowy po koniuszki palców u stóp .
-Dobrze , mam tylko pytanie ... na ile tam jedziemy ? - powiedziałam lekko zakłopotana jego natarczywym wzrokiem .
- Na dwa tygodnie tam przyłączy się do nas jeszcze 4 moich kolegów , będą nam pomagać na spotkaniach i w różnych takich papierkowych robotach - rzekł zerkając do komputera - a i jeszcze jedno , chyba nie będzie ci przeszkadzać że będziemy mieszkać w jednym pokoju ? - powiedział gdy nagle na jego buzi pojawił się ten dziwny uśmieszek .
- yyy ... skądże znowu ... mam nadzieje że przynajmniej będą dwa łóżka - powiedziałam pod nosem nie myśląc o tym że on to usłyszy .
- Myślę że tamtejszy hotel nie jest tak ubogi jak myślisz - mrugnął do mnie po czym znów wrócił wzrokiem na ekran komputera .
- emm do jutra powiedziałam i czym prędzej chciałam uciec z gabinetu w którym atmosfera była tak gęsta że można by ją ciąć nożem .
- Do jutra maleńka - powiedział na odchodne po czym usłyszałam tylko jego stłumiony chichot . Powinnam sie cieszyć ale ... nie wiem czy jestem na to gotowa ... mam nadzieje tylko że na serio będą tam osobne łóżka bo jak nie to padnę .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz